Minister Sikorski wypowiedział w Berlinie słowa, które uczyniły jego przemówienie jednym z najdonioślejszych w historii polskich wystąpień publicznych na arenie międzynarodowej. Polski minister, co z uznaniem odnotowała opiniotwórcza prasa na całym świecie, zaproponował Unii Europejskiej drogi wyjścia z kryzysu, który zdefiniował jako przede wszystkim kryzys zaufania stawiając jednocześnie nadzwyczaj trafną i być może bolesną diagnozę jego przyczyn. Wezwał  Niemcy do uznania, że są jednym z największych beneficjentów wspólnego rynku i wspólnej waluty. Postawił nawet tezę, że niemieckie banki przyczyniły się do powstania tego kryzysu dokonując zakupów niebezpiecznych papierów dłużnych. W związku z tym, że Niemcy są największą gospodarką Unii, krajem na którym ciąży szczególna odpowiedzialność za losy kontynentu, minister Sikorski wezwał Niemcy do podjęcia działań doraźnych na rzecz zwiększenia kredytu zaufania dla instytucji finansowych Unii oraz objęcia przywództwa w procesie przebudowy Unii w kierunku państwa federalistycznego. Diagnoza jaką postawił była boleśnie trafna a pomysły na wyjście z impasu, rzekłbym, wykraczające poza wąski horyzont bieżących kłopotów Unii.

W kraju natychmiast obwołano go zdrajcą.

Oponenci uważają, że propozycja Polski jest przejawem dążenia do rezygnacji z niepodległości i poddania żywotnych interesów kraju, jakiemuś okupantowi. Pojawia się zatem pytanie jak rozumieją ową niepodległość, interes Polski i jej miejsce we współczesnym świecie.

Uprawniony, choć moim zdaniem błędny jest pogląd, że Polska, by osiągnąć dobrobyt powinna, wbrew wszelkim światowym tendencjom, stać się krajem autarkicznym. Można mieć przecież dowolne poglądy. Problem zaczyna się wtedy, gdy zwolenników głębszej integracji europejskiej nazywa się zdrajcami, bo nie podzielają zdania tak zwanej prawicy. To uniemożliwia wszelką dyskusję - a szkoda, bo rozmowa jest jak najbardziej potrzebna, trudno będzie naprawić cokolwiek nie legitymizując projektów zmian w społeczeństwach.

Wydaje się jednak, że dość powszechnie zgadzamy się co do przyczyn słabości UE. Jest to twór z przerośniętą biurokracją, ze wspólnym pieniądzem lecz bez wspólnej polityki fiskalnej, imigracyjnej, bez silnego głosu w kwestii stosunków międzynarodowych i polityki zagranicznej, niezdolny do szybkiego reagowania na zjawiska makroekonomiczne między innymi z przyczyn proceduralnych. Pomimo tych słabości Polska korzysta z przynależności do Unii. Polsce powinno zależeć na jej sile gospodarczej nie tylko, jako beneficjentce różnych programów pomocowych. Zasobny portfel naszych zachodnich sąsiadów sprzyja wymianie dóbr, które my produkujemy na dobra, których potrzebujemy – to tak oczywiste, że aż przykro mówić.

Zatem dlaczego interesem Polski miałoby być uczestnictwo w strukturze niewydolnej? Jeśli na chwilę porzucimy pomysł bytowania w autarkii zgodzimy się chyba wspólnie, że żywotnym interesem Polski jest miejsce w organizacji silnej i sprawnej. Tu na przeszkodzie staje prawdopodobnie zasadniczy problem – idea państwa narodowego, tworu nie tak znowu starego, który był i jest, choć  prawdopodobnie właśnie dogorywa, a wcześniej przyczynił się do całej masy wojen i nieszczęść na skalę globalną, podobnie jak systemy religijne. Oba te porządki prawdopodobnie kiedyś przeminą, tak jak przeminęło niewolnictwo, feudalizm i cesarstwa – począwszy od starożytnych po te całkiem niedawne; Stalina i Hitlera. Zmiana jest wpisana w naturę świata, człowieka i jego myślenia o współbyciu. Przyglądając się tendencjom tych zmian w skali globalnej opowiadam się za integracją, bez wyzbywania się czegokolwiek co mi bliskie, ponieważ uczestnictwo Polski, jako wolnego kraju, w dowolnej strukturze ponadnarodowej jest skutkiem umowy! A nie żadnego dyktatu! Wszyscy jesteśmy członkami ponadnarodowej rzeszy ludzi oddychających i jakoś nikt nie widzi w tym spisku, bo jest to dla nas naturalne. Kiedyś naturalne będzie, mam nadzieję, że uprzedzenia narodowościowe i religijne wyciągać będziemy spomiędzy sterty mitów. Jaką zatem zdradą jest próba umieszczenia naszego kraju w centrum zmian cywilizacyjnych? Jak do tej pory przyniosły nam one sporo dobrego, w przeciwieństwie do prób sytuowania Polski na peryferiach świata. Jako Polak właśnie – z odmiennym, niż prawica poglądem na autarkię – dziękuję ministrowi Sikorskiemu za mocny głos Polski na arenie międzynarodowej. I nie czuję się zdrajcą.